Piątek 13-go czy czarny piątek?

Maj 13, 2016 13:00

Najniższy od 2 lat wzrost gospodarczy to zła wiadomość, ale nie wywołuje negatywnych reakcji na polskich aktywach. Inwestorzy mogą go traktować jako chwilową słabość gospodarki, albo po prostu czekają na decyzję Moody's.

W I kwartale 2016 roku dynamika polskiego Produktu Krajowego Brutto (PKB) wyhamowała do 3% R/R z odnotowanego w ostatnim kwartale 2015 roku poziomu 4,3%. To najsłabszy wynik od IV kwartału 2013 roku, ale przede wszystkim wynik poniżej rynkowego konsensusu na poziomie 3,4% R/R. Był to również dane poniżej naszej prognozy (3,3% R/R) i znacząco niższe od szacunków Ministerstwa Rozwoju (3,8% R/R).

W relacji kwartał do kwartału, wyrównany sezonowo PKB, zanotował wynik na poziomie -0,1%, co jest najgorszym odczytem od 4 lat i jak poinformował dziś Eurostat, to również 3. najgorszym wynik w Unii Europejskiej (mocniej skurczyła się w tym czasie jedynie gospodarka Węgier i Grecji).

Pogorszenie koniunktury w pierwszych 3. miesiącach rok to w głównej mierze efekt spadku inwestycji, co związane jest z zakończeniem starej perspektywy unijnej. Z podobną sytuacją zresztą mieliśmy do czynienia również na Węgrzech. W dalszym ciągu natomiast wzrost powinien wspierać popyt krajowy. Szczegółowe dane na ten temat GUS opublikuje za 2 tygodnie, 31 maja.

Wyniki polskiej gospodarki mogą rozczarowywać, ale jeszcze nie muszą niepokoić. Owszem, inwestycje nie odrodzą się natychmiast. Zamiast tego jednak wzrost gospodarczy będzie wspierany przez program 500 plus. Dlatego w kolejnych kwartałach oczekujemy poprawy (aczkolwiek ryzyka istnieją: Chiny, Euroland, ryzyko polityczne w Polsce, budżet). Dane też nie uprawniają jeszcze do spekulacji nt. ewentualnego cięcia stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej (RPP). Przede wszystkim dlatego, że podobnie jak ostatnie odczyty raportów o produkcji, sprzedaży i PMI, inwestorzy to pogorszenie traktują wciąż jako przejściowe.

Rynki finansowe ze spokojem przyjęły dane o PKB. Warszawska giełda po spadkach na początku sesji wyszła na plus. Złoty umacnia się do głównych walut. O godzinie 12:50 kurs EUR/PLN testował poziom 4,3955 zł, USD/PLN 3,8738 zł, a CHF/PLN 3,9850 zł. Rentowności polskich 10-letnich obligacji zaś wróciły w okolice 3% i są blisko 3-tygodniowego minimum.

Dane o PKB to nie jedyny raport z polskiej gospodarki, jaki dziś zostanie opublikowany. Poznamy jeszcze dane o bilansie płatniczym, inflacji bazowej i podaży pieniądza. Wydaje się jednak, że nie wywołają one większych emocji. Te mogą pojawić się później, przy okazji publikacji przez Moody's decyzji ws. ratingu Polski.

W oczekiwaniu na Moody's

Właśnie czekaniem na decyzję Moody's można uzasadnić obserwowane dziś umocnienie złotego. Scenariusz cięcia ratingu w dużej mierze jest już zdyskontowany, a część uczestników rynku w niego nie wierzy, stąd też naturalna gra pod ewentualną pozytywną niespodziankę. Na słuszność powyższego twierdzenia wskazuje umocnienie się złotego względem węgierskiego forinta. To potwierdza, że za jego aprecjacją do głównych walut leżą czynniki lokalne, a nie globalne.

Ewentualne cięcie ratingu przez Moody's z obecnego poziomu A2 będzie negatywną wiadomością i mocnym ostrzeżeniem wysłanym w kierunku inwestorów zagranicznych. Niemniej jednak, tak jak wspomnieliśmy wyżej, taka decyzja już powinna być w cenach. Każda inna decyzja, a więc obniżenie jedynie perspektywy ratingu lub brak zmian, będzie zaś wspierać złotego.

Decyzja Moody's będzie miała krótkoterminowy wpływ na decyzje inwestorów. O losach złotego w kolejnych tygodniach zdecydują zaś publikowane w przyszłym tygodniu dane o produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej w Polsce w kwietniu. Pozwolą one odpowiedzieć na pytanie, czy marcowe załamanie obu tych "figur", było tylko jednorazowym zdarzeniem, czy jednak początkiem nieco dłuższej tendencji. To drugie byłoby już mocnym ostrzeżeniem. Wówczas inwestorzy poważniej zaczęliby podchodzić i do ratingu, i do słabych danych o PKB, a nawet spekulować o cięciu stóp.

Marcin Kiepas
Główny Analityk Admiral Markets